Małżeństwo niejedno ma imię. Ludzie wchodzą ze sobą w najróżniejsze związki, a wielość konfiguracji i ich zawiłość przestaje dziwić.
W coraz lepiej wyedukowanym społeczeństwie, coraz bardziej świadomym – lżej się żyje i można znaleźć sobie taki sposób, taką drogę, w której najlepiej będziemy mogli się spełnić, również jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.
„Białe małżeństwo” kojarzy się głównie z wyborem związanym z jakimś poświęceniem, najczęściej łączono je właśnie z kościołem katolickim. Była to forma oddania się Bogu, wyrzeczenia się zmysłowości i seksu na rzecz głębszego kontaktu z Nim, ale też z sobą samym i z drugim człowiekiem. Mogła to być również forma podziękowania lub zobowiązania przyjętego w zamian za otrzymane łaski i odkupienie grzechów.
Biel – na znak czystości, dziewictwa właśnie. Taka forma relacji proponowana była również przez duchownych tym, którzy żyli w związkach nieformalnych lub też – zamiast rozwodu. Nie „skonsumowane” małżeństwo może być również argumentem za jego unieważnieniem w świetle prawa kanonicznego, w prawie cywilnym nie funkcjonuje natomiast w ogóle takie pojęcie.
„Białe małżeństwa” mają bardzo długą tradycję – jedną z najbardziej znanych par jest św. Kinga i Bolesław V Wstydliwy, ale ponoć był to pomysł tylko jednej ze stron.
Teraz częściej mówi się również o parach, które nie uprawiają seksu z innych powodów, np. impotencji, lęku, niechęci, braku akceptacji własnego ciała i seksualności. Tematy te stają się coraz mniej wstydliwe, bo zaczyna się szukać sposobów, by radzić sobie z tymi problemami poprzez terapię, farmakologię itd.
Sam seks przestaje być tematem tabu, wręcz bombardowani jesteśmy nim z każdej strony. Panuje niejako konieczność, by udowodnić swoją atrakcyjność, sprawność i parcie na bycie zdrowym, spełnionym, „sprawdzającym się” we wszystkich sytuacjach. Z jednej strony jest większe przyzwolenie na różnego rodzaju niemoc, słabość, schorzenia, a z drugiej strony przymus – by to leczyć, nazywać i radzić sobie z tym.
Inną formą są związki zawierane dla samego „papierka” lub dla… świętego spokoju.
W pierwszym przypadku dotyczy to na przykład sytuacji, gdy chodzi o uzyskanie prawa stałego pobytu przez nielegalnych imigrantów.
Małżeństwo traktowane jest wtedy jak inwestycja, która się zwraca. W zamian za jakąś opłatę czy inne korzyści obywatel danego kraju/Unii Europejskiej „dzieli się” swoim nazwiskiem, adresem. Korzyścią jest możliwość podjęcia legalnej pracy, zamieszkania, podniesienia swojego statusu. Może skusić szczególnie tych, dla których wybór jest pomiędzy biedą, a przyzwoitym standardem życia.
Druga grupa, czyli ci, którzy zawierają związek małżeński dla przysłowiowego świętego spokoju, to osoby, którym zależy, by jakoś, przynajmniej pozornie, spełnić się w rolach społecznych, by zadowolić rodziców, czy dla dobra swojego wizerunku. Na portalach towarzyskich można znaleźć ogłoszenia, gdzie gej czy lesbijka szuka kogoś do „białego związku”. Jest to układ oparty na wspólnocie interesów: Ty przed moimi, a ja przed Twoimi rodzicami/szefami udaję „drugą połówkę”, a w reszcie życia mamy drogę wolną.
Czasem ludzie decydują się na
związek małżeński dla wygody, bycia razem, płacenia mniejszych rachunków, towarzystwa, czasami tylko dlatego, by na starość mieć kogoś, kto poda szklankę z wodą i lekarstwa.
Motywacje i przyczyny są najróżniejsze. Gdy jest to wspólny wybór w imię czegoś, może przynieść korzyści obojgu. Natomiast, gdy jest decyzją jednej ze stron - może być przyczyną rozpadu związku, formą kary czy upokorzenia drugiej strony.
Warto tę sprawę głęboko przemyśleć, zastanowić się nad przyczyną rezygnacji z fizycznej bliskości, szczerze porozmawiać z partnerem/partnerką, w razie czego skorzystać z porady specjalistów. Bo człowiek to też jego seksualność – z pięknymi i przerażającymi tego stronami.
Celina Fit
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!