Nie wiadomo kiedy minęło pół wieku, bo pamiętamy wszystko, jakby zdarzyło się wczoraj - zgodnie przyznają Helena i Ryszard Rakowscy, którzy świętowali złote gody.
- Na ślub cywilny w Urzędzie Gminy w Cedrach Wielkich wybraliśmy się rowerami. To była tylko formalność. Dopiero dwa dni później uroczystości kościelne odbyły się z wielką pompą.
Jubilaci z uśmiechem wspominają wydarzenia tego najważniejszego w życiu dnia, kiedy do kościoła w Kiezmarku oddalonego kilkaset metrów od domu, pojechali warszawą. Błotnista i wyboista droga, w której grzęzły nawet traktory, wymagała specjalnych manewrów. Po pokonaniu krótkiego odcinka trzeba było zjechać w pole, by po chwili znów wrócić na główny trakt. Ale później wszystko przebiegło zgodnie z tradycją - długa suknia i welon panny młodej, druhny i drużbowie oraz wesele na 50 osób.
- To były ciężkie czasy, więc i prezenty dawano skromne i praktyczne, na zagospodarowanie się. Jako wiano od rodziców dostałam krowę, męża ktoś obdarował kompletem do golenia, a mnie dwoma aluminiowymi garami - opowiada pani Helena. - Byliśmy młodzi, szczęśliwi i pełni optymizmu. Wtedy łatwiej niż dziś się żyło. Bez trudu zdobywało się pracę i zarobki, które wystarczały na utrzymanie rodziny.
Małżonkowie przed ślubem znali się niespełna rok, a tak naprawdę spotykali zaledwie przez dwa tygodnie. Ryszard musiał wrócić w rodzinne strony, ale przyszłą żonę zasypywał listami.
- Pisałem, jak umiałem i musiało się to podobać, skoro Helenka zgodziła się powiedzieć skaramentalne "tak" - opowiada pan Ryszard. - Zresztą i nasze poznanie nie należało do typowych.
I już snuje się kolejna historia, która jest jedną z wielu rodzinnych opowieści. Pan Ryszard przyjechał na Żuławy w poszukiwaniu pracy i zatrudnił się jako meliorant. Pewnego dnia rozpętała się gwałtowna burza z ulewą.
- Deszcz zaskoczył mnie na środku drogi, więc schowałem się pod pobliskim krzakiem. Okazało się, że tę samą kryjówkę wcześniej wybrały Helena z siostrą - wspomina jublilat. - Krzak był lichy, więc i tak lało się nam za kołnierze. Ale nawet zmoknięta jak kura przyszła żona wpadła mi w oko.
Z okazji jublieuszu państwo Rakowscy zostali odznaczeni Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie nadanymi prez Prezydenta RP. Życzenia, kwiaty i upominki wręczył też wójt Janusz Goliński.
- Przeżyć wspólnie 50 lat nie jest łatwo. Potrzeba ogromnych pokładów cierpliwości i wyrozumiałości - kończy pani Helena.
E. Skirmuntt-Kufel, Dziennik Bałtycki
|
|
26/08/2009
Historia ślubów ... czyli jak poprzez wieki wiązano się węzłem małżeńskim |
|
|
29/08/2009
Żyć w zgodzie z przyszłymi teściami |
|
|
04/09/2009
100, 200, 300... dni po ślubie |
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!