Decyzja o małżeństwie jest jedną z ważniejszych, jakie człowiek podejmuje w życiu - jej konsekwencje są dostrzegalne na każdej płaszczyźnie funkcjonowania. Co w sytuacji, gdy rozsądek berze górę?
Związanie się z drugą osobą to nie tylko dzielenie intymności, świata uczuć, emocji, to też konkretne bardziej namacalne zmiany. Czas pomyśleć o swojej przestrzeni do życia – dostosowaniu mieszkania do życia razem, nad jego kupnem lub wynajmem. Dlaczego w ogóle bierzemy ślub? Najprostszą odpowiedzią jest: z miłości! Ale czy zawsze? Czy często góry nie biorą inne, bardziej prozaiczne powody? Czy czasem nie wybieramy tego typu rozwiązania z „konieczności” lub „bo tak jest łatwiej”?
Bardzo często stajemy przed ołtarzem z powodu ciąży. „Bo dziecko musi mieć ojca” brzmi gdzieś w oddali… Samotne matki niegdyś spotykały się ze społeczną pogardą, między innymi za niedotrzymanie czystości przedślubnej, ale również - bo nie potrafiły zatrzymać przy sobie mężczyzny. To on właśnie, swoją obecnością, był miarą wartości kobiety.
Dziś, w dobie emancypacji kobiet, panuje większe przyzwolenie na różnorodność związków. Ale i tak wiele osób uważa, że zalegalizowany związek małżeński jest najlepszym sposobem na zapewnie dziecku właściwej opieki, poza tym „dostaje” ono nazwisko, czyli tożsamość. Jest kimś. W przedszkolu i szkole nie musi się wstydzić, że ma tylko mamę, choć obecnie, przy zmieniającym się modelu rodziny, coraz częściej dziecko ma troje lub czworo rodziców.
Mimo, iż kwestie opinii otoczenia są nadal ważną motywacją w zawieraniu związku małżeńskiego, to zdaje się, że coraz ważniejsze staje się to, co sami czujemy i uważamy, niż to, co myśli sąsiad.
Życie we dwoje ma swoje plusy i minusy. Niektórzy, po dokonaniu swoistego rachunku zysków i strat, decydują się na związek, bo uważają, że będzie on dla nich bardziej korzystny niż życie w pojedynkę. Bo rachunki dzieli się na dwa, a budżet domowy wspomaga dodatkowa pensja. Jest z kim wyjść do kina, a rodzice nie narzekają, że Ty nikogo nie masz.
Czasami liczy się, że miłość przyjdzie sama z czasem, że na początku wystarczy oddanie, szacunek, wierność. Co jednak, gdy miłość nie chce przyjść, a małżeństwo jest jedynie układem i to czasem tylko na papierze, a życie toczy się dwoma osobnymi torami?
Małżeństwo bywa też „antidotum” na nieszczęśliwą miłość, nieudany związek. Ratujemy się ramionami innej osoby, poczuciem bezpieczeństwa przez podpisany dokument-kontrakt w Urzędzie Stanu Cywilnego. Może się udać stworzyć satysfakcjonujący związek, ale nie ma pewności… I w razie niepowodzeń trzeba sięgnąć po rozwiązania, które mogą być bolesne.
Szukanie drugiej połowy bywa frustrujące. Może się wydawać, że nie znajdzie się nikt idealny, nawet nie „nikt odpowiedni”. Dlatego, gdy pojawi się na horyzoncie wreszcie On lub Ona, chętni do rozmowy i bycia razem, uznajemy, że może już lepiej nie trafimy, a czas jest przecież nieubłagany. Decydujemy się na ślub, bo po co dalej szukać?
„Kochać to nie znaczy zawsze to samo”, jak śpiewało niegdysiejsze De Mono. Ludzie wchodzą w związek małżeński w zasadzie z prostego powodu: nie chcą być sami. A dlaczego nie chcą być sami, to już długa i skomplikowana historia, nie zawsze zakończona happy endem.
Celina Fit
|
|
26/08/2009
Historia ślubów ... czyli jak poprzez wieki wiązano się węzłem małżeńskim |
|
|
29/08/2009
Żyć w zgodzie z przyszłymi teściami |
|
|
04/09/2009
100, 200, 300... dni po ślubie |
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!