Recepta na udany ślub jest prosta. Wynająć specjalistów, którzy zadbają o wszystko czyli: wytworną salę, modną suknię, kwiaty, egzotyczne menu i dobrą orkiestrę.
Młodym pozostanie sporządzić listę gości i... zapłacić rachunek za ten wyjątkowy w życiu dzień. Jeśli do tego fotograf okaże się artystą z fantazją a zdjęcia udane, wspomnienia wraz z czasem nie wyblakną.
To będzie dla nich cudowny dzień
Gdyby wszystkie sprawy związane ze ślubem i przyjęciem weselnym udało się załatwić w terminie, Ewa Przybysz i Marek Owczarski byliby już małżeństwem. Ślub w Wielkanoc nie okazał się jednak sztywnym terminem.
- Planujemy na koniec października drugie podejście. A wszystko z powodu braku odpowiedniej sali na przyjęcie. Kiedy wreszcie przed rokiem we wrześniu ją znaleźliśmy okazało się, że najbliższy wolny termin mają w lipcu. Zrezygnowaliśmy, bo nie chcemy nikomu układać planów wakacyjnych - mówi Ewa.
A wcale nie chodzi o wielkie weselisko na kilkaset osób w dworku albo jakimś pałacu, młodzi szukali stylowej sali z ciekawym menu.
- Kompletowanie listy gości to prawdziwy koszmar. Najpierw wpisaliśmy wszystkich, których chcielibyśmy zaprosić. Potem mając budżet przyjęcia okazało się, że z ponad setki gości możemy zostawić na liście najwyżej czterdzieści osób - mówi Marek a Ewa dodaje, że z wesela marzeń zrobiło się rodzinne przyjęcie. -
Sami najbliżsi, kilkoro kolegów, to wszystko, a ledwo zamknęliśmy wszystkie wydatki w dziesięciu tysiącach. Do tego pozostałe koszty jak ubrania, obrączki, dodatki, wynajęcie samochodu, fotograf, koszty samej uroczystości w kościele i mamy rachunek dwa razy większy - wylicza Marek.
Dla ludzi, którzy startują w dorosłe życie, to często suma nie do przeskoczenia i trzeba posiłkować się pomocą finansową rodziców.
Podróż po ślubną sfinansują z pieniędzy, które dostaną od gości. Jeśli ich nie wystarczy różnicę też obiecali pokryć rodzice. Młodzi chcą spędzić dwa tygodnie na Maderze. Ta portugalska wyspa stała się w Polsce modna dzięki pierwszemu sezonowi serialu "Teraz albo nigdy".
- Nie kierowaliśmy się modą. Po prostu w listopadzie jest tam ponad 20 st. C, czyli mamy gwarancję pogody. Poza tym chcemy mieć wspomnienia z tego wyjazdu do końca życia a tam zgodnie z opisem w przewodnikach można zobaczyć na małym terenie rośliny niemal ze wszystkich stref klimatycznych - uśmiecha się Ewa.
Ślub cywilny tylko w sali USC?
MSWiA wysłało do kiero-wników Urzędów Stanu Cywilnego w całej Polsce zarządzenie w którym stwierdza, że ślubu wolno udzielać tylko w przeznaczonej do tego celu sali. To konsekwencja przyjęcia aktu przez katowicki USC w Centrum Handlowym "Silesia".
Zdaniem ministra, legalizacja związku to zbyt poważna sprawa, aby pozwalać sobie na takie odstępstwa od zasad.
Ślub nie musi być sztampową ceremonią
Wesele jak u królowej Bony
Sakramentalne tak można powiedzieć na podzamczu chudowskiego zamku, a zaraz potem udać się na ślubną uroczystość w oberży prowadzonej przez Fundację Zamek Chudów. Można sobie tu zorganizować wesele historyczne. Wówczas w menu znajdzie się zestaw takich dań, jakie serwowano podczas ślubu królowej Bony.
Sakrament w przestworzach
Skok ze spadochronem z wysokości czterech tysięcy metrów, nałożenie obrączek i błogosławieństwo duchownego, udzielone nad płytą gliwickiego lotniska. Na ślub w przestworzach zdecydowała się dotychczas jedna para. Zarówno młodzi jak i duchowny, byli doświadczonymi skoczkami. Koszt przelotu to ok. 500 złotych.
Jak w tropikach
Nie trzeba jechać na tropikalną wyspę, by przysięgać sobie miłość w otoczeniu egzotycznej zieleni. Tego typu cywilna ceremonia odbyła się raz w Palmiarni Miejskiej w Gliwicach. Wówczas za taką możliwość nie trzeba było nawet płacić. Obiekt nie był też w tym czasie zamknięty dla zwiedzających, ale ceremonia odbyła się w godzinach, gdy frekwencja nie była wysoka.
Zamkowe ruiny
Para poszukująca szczególnie romantycznych klimatów, może zdecydować się na ślub w Podzamczu, na terenie malowniczych ruin Zamku Ogrodzienieckiego. Ciekawostką jest to, że ruiny posłużyły za plener zdjęciowy do filmy "Zemsta" na podst. A. Fredry.
Pałacyk lub dworek
Na terenie powiatu będzińskiego ślub w zabytkowych wnętrzach można wziąć również w czeladzkim Pałacu Pod Filarami czy Dworku w Dobieszowicach na terenie gminy Bobrowniki. Pałac "Pod Filarami" wybudowany został w stylu neoklasycystycznym.
Mamy szczęście, że jest Pałac Schoena
Ileż to razy komedie romantyczne kończyły się ślubem głównych bohaterów gdzieś w ogrodowej altanie, albo na egzotycznej wyspie pełnej kwiatów, pobudzając wyobraźnię młodych ludzi planujących własny ślub.
Rzeczywistość szybko sprowadza ich na ziemię. Nie będzie uroczystości w wymarzonym miejscu. Arkadiusz Trzuskowski, kierownik USC w Sosnowcu mówi otwarcie, że na żadne fanaberie przyszłych małżonków się nie godzi, bo ślub musi mieć właściwą, godną oprawę. - Do podpisania aktu małżeństwa służy stosowna sala. Urzędnik może odstąpić od procedury, jeśli jedna z osób jest obłożnie chora, albo przyjście do USC jest niemożliwe ze względu na odbywanie kary odosobnienia - wylicza.
Marnym pocieszeniem jest fakt, że nie ma obowiązku zawierania małżeństwa w mieście, w którym się mieszka. Można wybrać dowolny USC na terenie Polski. W Będzinie już wkrótce można się spodziewać ślubów udzielanych na... zamku.
- A po co szukać? Wielu nowożeńców z innych miast zazdrości wam sali ślubów Pałacu Schoena. Z parkiem w tle jest gotowym plenerem fotograficznym. Sam obiekt też jest bardzo malowniczy a co najważniejsze nie trzeba ponosić kosztów za jego wynajęcie - mówi Andrzej Gontarz, który od ponad dziesięciu lat organizuje targi ślubne m.in. w katowickim Spodku.
Jego zdaniem oprócz miejsca ważna jest sama oprawa. Mody się zmieniają. I nie chodzi tylko o to, że czasem panna młoda występuje w złotej, czerwonej a nawet czarnej sukni ale przede wszystkim o organizację wszystkiego, co dzieje się po samej uroczystości.
Zdaniem Anny Karkosz zajmującej się fotografią ślubną coraz częściej sesje organizowane są za granicą. Wypad do Paryża czy Cannes nie jest wydatkiem ponad możliwości finansowe. - Zwykle umawiam się z kilkoma parami i jedziemy wspólnie na dwa, trzy dni. Przywiezione zdjęcia są naprawdę oryginalną pamiątką - mówi Karkosz.
Czy jeszcze długo firmy zajmujące się organizowaniem ślubów i przyjęć mogą liczyć na klientów? Nie od dzisiaj słychać głosy, że instytucja małżeństwa to przeżytek. -
Nie zauważyliśmy spadku zainteresowania. Ślubów udzielamy tylko w soboty i maksymalnie może się ich odbyć dwadzieścia. Od czerwca przez wiele miesięcy mamy już zarezerwowany komplet - śmieje się szef USC Arkadiusz Trzuskowski
Parafrazując więc słowa Marka Twaina można śmiało powiedzieć, że pogłoski o zmierzchu instytucji małżeństwa są mocno przesadzone. Przynajmniej w Sosnowcu.
Pytamy eksperta
Bo co powie babcia? - z socjologiem dr Brygidą Smołką-Franke rozmawia Joanna Heler
Czy młodzi chcą legalizować związki, bo: się kochają, obawiają się krytyki lub też perturbacji np. finansowych, w przypadku śmierci partnera? A może są jeszcze inne powody?
Młodzi, najczęściej decydując się na związek małżeński, kierują się pragmatycznymi przesłankami, takimi jak wspomniane. Spora grupa to z kolei osoby wychowane w rodzinach tradycyjnych i same jej hołdujące. Bywa, że tradycyjność, szczególnie w naszym regionie, ma źródło w religijności. Nawet, jeśli nie dotyczy to młodych, to chęć sprostania oczekiwaniom rodziny jest podstawowym argumentem podjęcia decyzji o legalizacji związku.
Możemy więc mówić o kryzysie instytucji małżeństwa?
Na pewno mamy zdecydowaną zmianę modelu zakładania i funkcjonowania współczesnej rodziny. Pomimo spadku liczby zawieranych małżeństw, młodzi jednak decydują się na potomstwo. Choć demografowie biją na alarm w związku ze starzeniem się społeczeństw krajów rozwiniętych, to coraz częściej obserwuje się "modę na dzieci" i to niekoniecznie wśród "zalegalizowanych" małżonków. Prawdą jest, i to zapewne rzutuje na model rodziny, że kobiety rodzą je stosunkowo późno.
W minione Walentynki narodziła się nowa tradycja - po raz pierwszy w Polsce cywilny ślub został udzielony w hipermarkecie, nawet nie w wybudowanej przy nim kaplicy. Podzieliło to społeczeństwo, a jeden z socjologów skwitował: pamiętajcie tylko, by nie robić z supermarketu porodówki. Czy to jednak nie znak naszych czasów, że wszystko jest na sprzedaż?
W dobie totalnej technologizacji i komercjalizacji życia zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce sprzedać własną prywatność za cenę chwilowej chociaż sławy. Bardzo brutalnie mówiąc, to jest towar, który jak każdy inny rządzi się prawami rynku. Jeżeli znajdą się nabywcy, będzie też ktoś, kto to "wyprodukuje". Normą, ma szansę stać się takie zachowanie, które znajdzie akceptację wśród większości członków danego społeczeństwa. Dlatego tylko od nas, tych którzy to społeczeństwo tworzymy, zależy jaki poziom moralny będzie ono prezentowało.
Sławomir Cichy, Dziennik Zachodni
|
|
26/08/2009
Historia ślubów ... czyli jak poprzez wieki wiązano się węzłem małżeńskim |
|
|
26/08/2009
Japoński ślub |
|
|
27/08/2009
Ślubny bon ton - czyli jak zgodnie z dobrym obyczajem zachowywać się na ślubie |
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!