Ślub, ślub i po ślubie. Niewyspani po poprawinach, pierwszy raz jako mąż i żona, nieśmiało rozpakowują piętrzące się prezenty ślubne.
O! Żelazko od cioci Jadzi, w końcu nie będzie nerwów przy prasowaniu zasłon. O! Drugie żelazko od dziadka Staszka i nawet tej samej firmy. „I co my teraz zrobimy?” – pyta ona (nadajmy jej na imię Justyna). „No nic, może podarujemy je mojej mamie?” – nieśmiało podpowiada on (niech nazywa się Marek).
Zaczęło się! Justyna patrzy porozumiewawczo na Marka. „Co za egoista! A o mojej mamusi to nie pomyślał!” – nasza bohaterka chyba zaczyna się zastanawiać czy dobrze zrobiła wychodząc za mąż za tego samolubnego maminsynka…
Spokojnie! To dopiero początek góry błądzących po pokoju skarpetek, nieświeżych koszulek po siłowni, gier na płytach DVD, nie opuszczonej deski w toalecie i innych wspaniałych „męskich gadżetów”, z którymi absolutnie nie może rozstać się żaden przedstawiciel płci brzydszej.
Marek, nieświadomy wielkiej krzywdy jaką to wyrządził swojej wybrance życia, następnego dnia wraca do domu. Z brudnymi butami rusza w poszukiwaniu żony, robiąc ślady na świeżo wyfroterowanej podłodze. Zadowolony z siebie, znalazłszy Justynę na łóżku, próbuje się schylić i przygotowuje usta do pocałunku. Marku – czy ty aby przypadkiem nie zwariowałeś?
Naraziłeś się na jeszcze większą złość i narastającą frustrację. Jak mogłeś pomyśleć, że ona w tym łóżku czeka na ciebie? Czy ty nie rozumiesz, że po każdym umyciu podłogi trzeba odczekać, najlepiej na jakimś niedotykającym paneli przedmiocie, aby każda kropelka wyschła i nie zrobiła przypadkiem zacieków? Niby synek mamusi, a o pielęgnacji domu słyszał tyle, co o pieczonych bakłażanach.
„Justyno, co to, do diabła, są bakłażany? I dlaczego porównujesz do nich mój umysł? Że niby taki mały? Zaraz sprawdzę, w Internecie na pewno piszą o tym czymś, na pewno są jakichś niespecjalnie dużych gabarytów!!!” – nie wytrzymuje Marek. Siada przed komputerem (oczywiście do tej pory nie zdjąwszy butów) i z dumą wpisuje słowo „bakłażan” w wyszukiwarce. Przy okazji odnajduje najnowszą grę – Walki Bakłażanów i już zapomina po co siadał przy biurku, z zaangażowaniem zabiera się za przejście pierwszego poziomu.
„Mógłby chociaż zwrócić uwagę na to, że te warzywo jest koloru purpurowego… ech!” – zrezygnowana Justyna kładzie się spać, odwraca się przodem do ściany i na pytanie Marka „Ale co się stało kochanie?” odpowiada z cichym westchnięciem „Bo ty mnie nie rozumiesz…”.
Powyższych dialogów w naszym życiu, nie tylko po ślubie, jest bardzo wiele. Nieporozumień i konfliktów, zamiast ubywać, przybywa. Jak to wszystko zorganizować, żeby ta „impreza” zwana małżeństwem była długa, jak najdłuższa?
Moja mama powiedziała kiedyś: „trzeba rozmawiać, o wszystkim, o złym i dobrym, bo to co dla jednej płci jest oczywiste, dla drugiej może być niezrozumiałym absurdem”. Starajmy się tego trzymać, a na pewno wyjdzie nam to na dobre.
Justyna z Markiem po wielu godzinach rozmów postanowili sobie wszystko razem poukładać. Podzielili się obowiązkami. Ona prasuje nowym żelazkiem (drugie – oddali znajomym, cierpiącym na jego brak): koszule, sukienki, pościel i ogląda przy tym swój ulubiony serial. On zaczął zauważać kurz, wie kiedy istnieje potrzeba jego usunięcia, a następnie usuwa go. Ona myśli: „nawet do twarzy mu z tą ściereczką”.
Małżeństwo - to nie jest takie trudne, trzeba tylko dobrze zacząć współpracę. Powodzenia na nowej wspólnej drodze życia!
Diana Bolechowska
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!