Ślub w Wielkim Poście, adwencie, maju lub listopadzie przynosi pecha - głoszą przesądy. Tymczasem w tym roku, choć Wielki Post był w pełni, urzędy stanu cywilnego na brak chętnych nie narzekały.
Zapisaliśmy 66 par, a zainteresowanie było tak duże, że wyznaczyliśmy dodatkowy termin, 18 marca, który wypadał w czwartek! - mówi Aneta Papis, kierownik USC Łódź Centrum.
Jak świat światem jedni w zabobony wierzyli, a inni się z nich naśmiewali. I nie oznacza to, że tym pierwszym zawsze się sprawdzały, a drugim nigdy...
Bez prądu i wiązanki
Według przekazywanych z pokolenia na pokolenie wierzeń, nie tylko nieodpowiedni termin może przynieść pecha. Zły omen to także złamany obcas w ślubnym bucie. Czy takie sytuacje rzeczywiście mają wpływ na dalsze życie?
O losie Dagmary Sak próbowała decydować... elektrownia.
- Czesano mnie do ślubu na Radogoszczu - wspomina Dagmara, od 9 lat szczęśliwa mężatka i mama trzyletniej Weroniki. - Nagle zabrakło prądu, a ja zostałam z mokrą głową. Bezradna fryzjerka postanowiła czekać. A tu nic. Prąd wyłączyli na całym osiedlu. Minęła jedna godzina, druga... W końcu zabłysło światło.
Na swój ślub spóźniła się 20 minut. Pan Młody nie czekał przed ołtarzem tylko dlatego, że para składająca przysięgę małżeńską wcześniej... także się spóźniła.
Jolanta Małecka i jej mąż Zdzisław wierzyli, że jakie wesele, takie całe życie.
- Zdecydowaliśmy się na sierpień, bo to miesiąc z "r" w nazwie. Zaprosiliśmy 200 osób. Mieliśmy najlepszą orkiestrę. Był upał, piękne słońce. Mimo to na drugi dzień połowa weselników zachorowała. Zatruli się salmonellą. Byłam załamana, uznałam to za złą wróżbę.
Ale... w ubiegłym roku pani Jola i jej mąż obchodzili 26. rocznicę ślubu. Doczekali się trojga dzieci i dwóch wnuczek. Wszyscy znają ich jako zgodne i szczęśliwe małżeństwo.
Przesądy ślubne mówią też, że czego brak w dniu wesela, tego będzie brak przez całe życie. W przypadku Iwony Harzallah i jej męża, Tunezejczyka - Sofiene Harzallaha, przewodnika wycieczek, także się to nie sprawdziło.
- Decyzję o małżeństwie podjęliśmy po 12 dniach znajomości - zwierzają się dziś rodzice córek Meriem i Emel. - Mąż leciał na uroczystość i w samolocie zginął mu bagaż, w którym wiózł ślubny garnitur.
Po ślubie rodzina zamieszkała w Tunezji. Mimo braku ślubnego garnituru, dziś niczego im nie brakuje.
Dorota Szablewska twierdzi, że nie zawsze trzeba do końca wierzyć w przesądy. Od pięciu lat jest szczęśliwą żoną Arka, choć...
- Mój przyszły mąż odebrał wiązankę z kwiaciarni i przyniósł tuż przed wejściem do kościoła. Okazało się, że to nie ta, którą zamówiłam!
Złe wróżby
Henryk Milczarek, fotograf z ulicy św. Stanisława Kostki, wspomina:
- Jedna z par musiała przyjechać do kościoła taksówką, bo kierowca w ślubnej limuzynie aż dwa razy złapał gumę. Inny pan młody z kolei wylał na suknię swojej wybranki talerz rosołu. Na szczęście kreacja była wielowarstwowa i przed wykonaniem ślubnej fotografii udało się zakryć plamę. Resztę wyczyściłem komputerowo.
Te wydarzenia nie miały wpływu na życie małżonków, ale - jak się okazuje - nie zawsze tak jest. O proroctwie może mówić para, która pobrała się pięć lat temu. Dziś nie są już razem.
- Polka wychodziła za mąż za cudzoziemca - wspomina Bożena Ślęzak, właścicielka biura matrymonialnego, która wyswatała parę. - Przyszły teść przywiózł jej buty na ślub. Zaraz potem ukradli mu samochód. Na tym jednak nie koniec. W trakcie wesela młodzi dostali prezenty i koperty z pieniędzmi, które zostawili w pokoju hotelowym. Po weselu okazało się, że wszystko zginęło, a pracownik hotelu, który ich obsługiwał - zniknął.
Duchowni do złych wróżb podchodzą sceptycznie. Ksiądz Józef Caruk, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy, osłupiał, gdy narzeczeni spytali go, kiedy będzie ogłaszał ich zapowiedzi, bo oni wtedy nie przyjdą do kościoła.
- Tłumaczyli, że wysłuchanie własnych zapowiedzi przynosi pecha - mówi ksiądz.
Inna para przełożyła termin ślubu, bo przeczytała w horoskopie, że na wybrany przez nich dzień nie powinni planować ważnych wydarzeń. Z kolei duchowny z Retkini opowiada o takiej sytuacji:
- Świadek młodych powiadomił mnie na godzinę przed uroczystością, że narzeczeni nie zjawią się w kościele, bo jedno z nich zachorowało. Po niedzieli przyszli sami narzeczeni prosząc o pierwszy wolny termin. Przyznali, że postanowili przełożyć ślub, bo... po wyjściu z domu przebiegły im drogę aż dwa czarne koty.
Przesądów ślubnych przybywa. Obok tych, które już znamy (np. że pan młody nie może zobaczyć przyszłej żony przed ślubem w białej sukni), pojawiają się nowe. Z niektórych nawet wróżbici się śmieją, chociaż wróżka Sylwia bardzo poważnie traktuje radę, by nie pobierać się w maju i listopadzie.
- Wcale nie z powodu braku w ich nazwie literki "r" - mówi. - Maj to miesiąc poświęcony Matce Bożej, a listopad zmarłym. To nie czas na wesele, bo kto się śmieje w miesiącu zmarłych, ten będzie płakał przez resztę życia. Znam wiele takich par.
Magdalena Grochowalska, Express Ilustrowany
|
|
26/08/2009
Japoński ślub |
|
|
27/08/2009
Ślubny bon ton - czyli jak zgodnie z dobrym obyczajem zachowywać się na ślubie |
|
|
27/08/2009
Magiczny wieczór panieński |
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy!